galopem-przez-zycie

czyli zawrotne tempo mojego życia

Ostatnio znalazłam takowy filmik:



(źródło: www.deon.pl)

Niesamowite są nie tylko odpowiedzi ludzi, ale także ich reakcje na zadane pytanie. Jedni są zaskoczeni, inni udzielają odpowiedzi jakby ktoś pytał ich gdzie jest najbliższa poczta.  Każdy z nas ma inne życie, inne wyobrażenie szczęścia i dla każdego z nas co innego jest najważniejsze. Mało tego, każdy z nas inaczej interpretuje to pytanie. Dla jednych najpiękniejsze słowo na świecie oznacza tylko dźwięki, dla innych sens jaki ze sobą niesie.

Niektórzy potrafią uzasadnić swoją odpowiedź podając konkretny przykład z życia, inni rzucają hasło i nie potrafią uargumentować swojej decyzji.

Myślę, że na to pytanie samemu, we własnym sumieniu, powinno odpowiadać się co jakiś czas. Powód jest prosty- nasze życie zmienia się jak w kalejdoskopie, a sytuacje, ludzie, wartości mają wpływ na naszą odpowiedź.

A dla Ciebie, jakie jest najpiękniejsze słowo na świecie?

„Nie otrzymujemy krótkiego życia, lecz je takim czynimy”

 

Ludzie nie mają czasu. Żyją w ciągłym pośpiechu. Biegną do pracy, na pociąg, do szkoły, jedzą w biegu śniadanie popijając je zimną już kawą. Weekendy to tylko pozornie ‘wolniejsze’ dni- niektórzy pracują, inni załatwiają sprawy domowe, robią zakupy, sprzątają… Nie mają czasu- ani dla siebie, ani dla innych. Świat pędzi, a my razem z nim.

Nie potrafimy gospodarować dobrze czasem i w wyniku tego najnormalniej w świecie tego czasu nie mamy. Ile dziennie tracimy na rzeczy zupełnie zbędne- minuty czy godziny?

Gospodarowanie czasem jest trudne, ale tylko od nas samych zależy jak go spożytkujemy i zorganizujemy. A czasem warto chwilę nad tym pomyśleć, bo czasu cofnąć się nie da…

 

Bo niby po co…?

15 komentarzy

Na zajęciach padło pytanie: Dlaczego studiujecie? Czy to kwestia waszych ambicji, zdobycia wykształcenia, dyplomu?

Odpowiedź moich rówieśników mnie przeraziła. Co odpowiedziała większość? Że studiują, ponieważ naciskają na nich rodzice. Czują w domu presję, dlatego chodzą na zajęcia. Do tej pory nie mogę uwierzyć w to co usłyszałam. Dorośli ludzie, którzy nie mają własnego zdania, którzy nie potrafią się postawić, którzy nie mają własnych marzeń i ambicji? Chyba nie rozumiem.

Najgorsze jest to, że zdążyłam tych ludzi już nieco poznać i faktycznie jaka odpowiedź na to pytanie, takie ich podejście. Do wszystkiego.

A gdzie ludzie z pasją? Gdzie Ci, którzy kochają to co robią? Dlaczego ciągle słyszę narzekania ile to trzeba zrobić i jak dużo trzeba się uczyć?

Nie mówię, że nigdy nie zdarzyło mi się narzekać na studia, ale nie traktuję ich jako przykry obowiązek. Lubię to co studiuję i nie jestem przez nikogo zmuszana do chodzenia na zajęcia. Robię to, bo chcę. Chcę się rozwijać i zdobywać wiedzę w dziedzinie, która mnie interesuje.

Dlaczego ludzie nie rozumieją, że nie każdy musi skończyć studia i zajmują miejsce innym, tym bardziej ambitnym i chętnym do nauki…?

Ostatnie dni spędziłam za granicą. W miejscu, gdzie mieszają się kultury z całego świata, gdzie są miliony turystów bez względu na pogodę, gdzie jednocześnie pada deszcz i świeci słońce, a wiatr łamie parasolki.

Londyn. Na ulicach gwar. Uśmiechnięci czarnoskórzy ludzie zachęcają do kupna pocztówek, magnesów, koszulek, torebek, parasolek…Wszystko to oczywiście z napisem „London”. W okolicy sklep z polską żywnością. W sumie dobry pomysł na biznes, w Londynie często można usłyszeć nasz natywny język. W kawiarniach Hindusi. W metrze Hiszpanie. W sklepie Niemcy. W muzeum Japończycy. Przed pałacem Buckingham- Koreańczycy.Nawet Chińczycy mają tu swoją dzielnicę. Halo, a gdzie obywatele UK? Są, ale w mniejszości.

Wielokulturowość. Każdy ze swoim językiem, ze swoją kulturą, zwyczajami, religią, historią przyjeżdża do tego miejsca. Każdy w innym celu. Każdy przywozi ze sobą coś swojego. Kawałek swojego kraju. Przecież to jest fenomen w każdym calu! Cały świat w jednym miejscu. Niesamowite.

Londyn jest wyjątkowy. Podróżowanie i obserwowanie jest piękne. Ludzie są fascynujący, a wspomnienia niezapomniane. I tylko moje.

Kocham podróże!

Urzeka mnie w niektórych ludziach ich ciepło. Takie prawdziwe ciepło, które bije od nich na kilometr. Ich codzienna radość w oczach i uśmiech na twarzy. Ich spokój i opanowanie nawet w najbardziej stresujących sytuacjach. Podziwiam ludzi, którzy potrafią milczeniem załagodzić sytuację a jednocześnie umieją walczyć o swoje.

Jechałam ostatnio tramwajem. Stałam z przodu, tuż za szybą oddzielającą motorniczego od pasażerów. Podjechaliśmy na skrzyżowanie, tramwaj miał czerwone światło, więc się zatrzymaliśmy. Ludzie zaczęli przechodzić na pasach, tuż przed tramwajem. Koniec zielonego. Czerwone. I wtedy na pasy wkroczyła staruszka. Niska, skulona, z siwymi włosami. Z racji tego, że szła o lasce, przechodziła bardzo powoli. Motorniczy strasznie się wkurzył. Miał zielone światło i przez nią nie mógł ruszyć. Zaczął krzyczeć i trąbić. Co zrobiła staruszka? Zatrzymała się na tych pasach, uśmiechnęła się serdecznie, pomachała motorniczemu, przesłała buziaczki i poszła dalej.

Co trzeba mieć w sobie, żeby tak zareagować? Ile trzeba mieć w sobie cierpliwości i radości z życia, żeby uśmiechnąć się szczerze do kogoś kto właśnie Cię obraża? Skąd to czerpać? Nie wiem, ale chcę znaleźć odrobinę tego czegoś w sobie…

Tym razem moja potrzeba na ciepłą, wzruszającą i przepełnioną po brzegi miłością książkę została zaspokojona.

„Stokrotki w śniegu” to książka, której akcja toczy się kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Tak, zdaję sobie sprawę, że świąteczny czas już minął, ale mi jakoś specjalnie to nie przeszkadzało. To historia o mężczyźnie, który dzięki jednemu wydarzeniu w swoim życiu postanawia zmienić siebie i swoje podejście do świata. Chcąc naprawić wyrządzone szkody ludziom, zaczyna błagać ich o przebaczenie. Czasem mu się to udaje, czasem nie…

Historia opisana przez Evansa przypomina mi tę, napisaną przez Dickensa. Z tym, że ta jest unowocześniona.

Chyba nie muszę pisać jak kończy się książka. Może nie ma tu jednego wielkiego happy endu, ale książka z pewnością jest wzruszająca. Do tego stopnia, że pod koniec miałam nieco zaszklone oczy. Ale tylko trochę!:)

Polecam wszystkim, którzy chcą się zastanowić nieco nad relacjami z bliskimi oraz tym, którzy potrzebują jakiejś ciepłej historii na dobranoc:)

Do przeczytania „Historii miłosnych”  zostałam zachęcona przez moją ciocię, która jest wierną fanką Schmitta. Miałam okazję czytać już jego książki, między innymi „Oskara i panią Różę”, dlatego wiedziałam czego się spodziewać- wzruszających, pełnych ciepła, radości i przede wszystkim miłości (jak sam tytuł sugeruje) opowiadań. Myliłam się. Powiało nudą, smętami i tanimi miłosnymi historiami.

Cała książka składa się z siedmiu historii, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Każda jest zupełnie inna, ale… ale niemal w każdej ktoś umiera. Według mnie autor chciał motywem śmierci wzbudzić w czytelniku współczucie i dlatego umieścił go w każdym opowiadaniu. Owszem, śmierć to dobry wyciskacz łez, ale kiedy jest dobrze wpleciona w całe tło historii.

Czytając książki o miłości zdarza mi się uronić łzę czy zapisać cytat, który wpadł mi w oko.  To typowo kobiece, wiem ale cóż… z naturą nie wygrasz jak to mówią:)  Jednak czytając te opowiadania powiało taniością i zamiast z niecierpliwością przekręcać kolejne strony, odliczałam ich ilość do końca.

Spodziewałam się czegoś na poziomie wcześniejszych książek Schmitta. Zawiodłam się.

Starsi faceci, którzy interesują się młodymi kobietami są niesmaczni. Albo nie, nazwijmy sprawę wprost- są po prostu obleśni. Oczywiście mam na myśli mężczyzn około lat pięćdziesięciu, bez rodziny, mających kupę kasy na koncie, rasowego psa w ogrodzie i dwupiętrowy dom.

Czy powodem ich zachowania jest chęć odjęcia sobie kilku/kilkunastu lat dzięki pięknej młodej kobiecie u boku? Czy chodzi tylko o dziki seks? A może o zwykłe rodzicielskie uczucia, które obudziły się w nich nieco za późno?

Każdy facet chce być jak James Bond albo David Hasselhoff. Nie da się ukryć. Każdy z nich chce być podziwiany, szanowany i rozrywany przez kobiety. Taka natura, a z nią walczyć się nie da. Jednak w tym starciu młodsi mężczyźni mają większe szanse. Bond nie miał odstającego brzucha, wystających włosów z nosa i nie nosił starych, podziurawionych koszulek.

Młoda kobieta może wprowadzić powiew świeżości do sypialni takiego „dziadka”. Dzięki temu pięćdziesięciolatek znowu poczuje się jak bóg seksu i zdobywca świata. Zacznie czerpać z życia i z… kobiety. Młodej kobiety.

Na deserek zostały uczucia rodzicielskie. Powszechnie wiadomo, że to kobiety mają instynkt macierzyński. O  instynkcie ojcowskim się nie mówi za dużo. A przecież istnieje. Może to, że starszy facet nie posiada rodziny, dzieci skutkuje tym, że szuka sobie młodszej, słabszej osoby by wylać na nią ten cały zapas miłości i troski, który kumulował się w nim przez tyle lat?

Każdy wiek rządzi się swoimi prawami. Nie mam nic do związków w których jest duża różnica wieku, ale… ale starsi mężczyźni zachowujący się niczym młodzieniaszki nie są ani atrakcyjni ani pociągający.

Przynajmniej dla mnie.

Kariera kobiety

15 komentarzy

Niektóre kobiety stoją przed wyborem:  kariera albo dziecko. Niestety często nie da się tego pogodzić, dlatego decydują się na karierę mimo nacisków ze stron męża i rodziny. Czy jest w tym coś złego? Przecież chcą spełniać swoje marzenia, rozwijać się, wspinać po szczeblach kariery…

Stając z mężczyzną Twojego życia przed ołtarzem i ślubując  mu miłość, obiecujesz tym samym, że zrobisz wszystko co tylko będzie możliwe, żeby był szczęśliwy. Miłość to rezygnacja z siebie dla drugiego- w każdej sytuacji, nawet tej która wymaga niesamowitego poświęcenia. Rezygnacja z życia zawodowego na rzecz rodzinnego jest poświęceniem. Chyba większość kobiet chciałaby czuć niezależność, zarabiać fortunę, być prezesem dużej korporacji, biegać po mieście na wysokich obcasach z kubkiem kawy w dłoni i czuć, że się realizuje. Tylko czy to faktycznie jest to, o czym marzą ich mężowie? Brak kobiety w domu, brak czasu dla siebie, brak dzieci i ciągły pośpiech. Rodzina na papierze.

Decyzja o dziecku nie może być odkładana w nieskończoność, bo zegar biologiczny tyka. Następuje czas kiedy trzeba podjąć decyzję. Ta decyzja jest trudna, bo czasem może wiązać się z tym, że po urlopie macierzyńskim nie ma do czego wracać. Zostanie zaszczytna funkcja gospodyni domowej urobionej po pachy w garach i pieluchach.  Bo kto w dzisiejszych czasach zatrudni młodą matkę? Chyba niewiele firm.

Jak to mówią- ryzyko. Myślę, że najważniejsze podczas podejmowania tej decyzji jest przypomnienie sobie tego, co się ślubowało przed ołtarzem. Wtedy podjęcie decyzji staje się prostsze. W miłości nie ma miejsca na egoizm.

Chamstwo i buractwo

8 komentarzy

Chamstwo i buractwo rozprzestrzenia się jak grypa żołądkowa… Jest wszędzie. Ta epidemia została zapoczątkowana przez dziwne istoty zwane ludźmi. Prawdopodobnie nie skończy się nigdy. Może jedynie wezbrać na sile. A może w sumie żyjemy w czasach gdzie osiągnęła punkt kulminacyjny? Patrząc na to co dzieje się wokół, spokojnie można wysnuć takie wnioski.

Jechałam ostatnio pociągiem IR. To dość istotne jaki to był pociąg. Dla tych którzy się nie orientują, IR to pociąg w którym wagony nie są dzielone na przedziały. Jeden wagon to jeden wielki przedział. No dobrze, wracając do sedna sprawy… jechałam tym oto pociągiem dobre 1,5h. Po czym, kiedy przyszło mi zbierać swoje manatki i wysiadać, okazało się, że po skosie siedziała moja koleżanka z klasy równoległej z gimnazjum i liceum. Nigdy się nie lubiłyśmy, bo najnormalniej w świecie byłyśmy przeciwniczkami w walce o serce pewnego młodzieńca. Nie muszę mówić kto ostatecznie wygrał:> Chociaż  teraz to nieistotne. Nie zauważyłam jej. Poczułam tylko czyjś wzrok na sobie, więc podniosłam głowę i spojrzałam. Ona. Popatrzyłyśmy na siebie i ani be ani me. Nic. Nawet głupie cześć. Udałyśmy, że się nie znamy. Nie uważam, że powinnyśmy zaraz wpaść sobie  w ramiona i zwierzać się co u nas słychać. Nie, nie, nie. Ale głupie ‘cześć’ to najzwyklejsza oznaka kultury, a nie okazywanie wielkiej zażyłości. No cóż brak kultury i dobrego wychowania .

Kolejny przykład? Ludzie nie rozumieją, że najpierw się wychodzi, później się wchodzi. Nagminna sytuacja na przystankach autobusowych, tramwajowych i w sklepach. Pchają się jakby im się makaron w domu przypalał. Chwila kiedy ktoś wychodzi z jakiegoś pomieszczenia trwa ile? Kilka sekund. Czy tak trudno poczekać aż ktoś wyjdzie, a potem na spokojnie wejść do środka? Oszczędzimy nerwów sobie i innym.

Nie toleruję par, które w miejscach publicznych zachowują się tak, jakby były same na całym świecie. Obściski, macanki, pożeranie się wzrokiem i całowanie się tak, że aż im ślina kapie na ziemie. Ohyda. I absolutnie nie mówię tego dlatego, że przemawia przeze mnie zazdrość. Uważam, że na takie rzeczy centrum miasta nie jest odpowiednim miejscem. Zachowujmy nieco intymności i pozwólmy innym spokojnie trawić śniadanie czy obiad. Niech im się treść żołądkowa nie cofa…

Rozmowy telefoniczne w tramwaju, autobusie czy pociągu? O tak! Historie jak było w pracy, szkole… niech wszyscy wiedzą, że tamta nauczycielka to wredny babsztyl, a  ciocia babci Wiesi kupiła nowego kotka. Toż to takie interesujące dla współpasażerów… Rozumiem, że można rozmawiać przez telefon, bo najnormalniej w świecie od tego są, ale trzeba myśleć kto tej rozmowy słucha i czy ma na to ochotę.

Mój apel jest taki: szanujmy się wzajemnie. Nie rozprzestrzeniajmy chamstwa i buractwa. Bądźmy kulturalni. A przynajmniej się starajmy…