Starsi faceci, którzy interesują się młodymi kobietami są niesmaczni. Albo nie, nazwijmy sprawę wprost- są po prostu obleśni. Oczywiście mam na myśli mężczyzn około lat pięćdziesięciu, bez rodziny, mających kupę kasy na koncie, rasowego psa w ogrodzie i dwupiętrowy dom.

Czy powodem ich zachowania jest chęć odjęcia sobie kilku/kilkunastu lat dzięki pięknej młodej kobiecie u boku? Czy chodzi tylko o dziki seks? A może o zwykłe rodzicielskie uczucia, które obudziły się w nich nieco za późno?

Każdy facet chce być jak James Bond albo David Hasselhoff. Nie da się ukryć. Każdy z nich chce być podziwiany, szanowany i rozrywany przez kobiety. Taka natura, a z nią walczyć się nie da. Jednak w tym starciu młodsi mężczyźni mają większe szanse. Bond nie miał odstającego brzucha, wystających włosów z nosa i nie nosił starych, podziurawionych koszulek.

Młoda kobieta może wprowadzić powiew świeżości do sypialni takiego „dziadka”. Dzięki temu pięćdziesięciolatek znowu poczuje się jak bóg seksu i zdobywca świata. Zacznie czerpać z życia i z… kobiety. Młodej kobiety.

Na deserek zostały uczucia rodzicielskie. Powszechnie wiadomo, że to kobiety mają instynkt macierzyński. O  instynkcie ojcowskim się nie mówi za dużo. A przecież istnieje. Może to, że starszy facet nie posiada rodziny, dzieci skutkuje tym, że szuka sobie młodszej, słabszej osoby by wylać na nią ten cały zapas miłości i troski, który kumulował się w nim przez tyle lat?

Każdy wiek rządzi się swoimi prawami. Nie mam nic do związków w których jest duża różnica wieku, ale… ale starsi mężczyźni zachowujący się niczym młodzieniaszki nie są ani atrakcyjni ani pociągający.

Przynajmniej dla mnie.