Tym razem moja potrzeba na ciepłą, wzruszającą i przepełnioną po brzegi miłością książkę została zaspokojona.

„Stokrotki w śniegu” to książka, której akcja toczy się kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Tak, zdaję sobie sprawę, że świąteczny czas już minął, ale mi jakoś specjalnie to nie przeszkadzało. To historia o mężczyźnie, który dzięki jednemu wydarzeniu w swoim życiu postanawia zmienić siebie i swoje podejście do świata. Chcąc naprawić wyrządzone szkody ludziom, zaczyna błagać ich o przebaczenie. Czasem mu się to udaje, czasem nie…

Historia opisana przez Evansa przypomina mi tę, napisaną przez Dickensa. Z tym, że ta jest unowocześniona.

Chyba nie muszę pisać jak kończy się książka. Może nie ma tu jednego wielkiego happy endu, ale książka z pewnością jest wzruszająca. Do tego stopnia, że pod koniec miałam nieco zaszklone oczy. Ale tylko trochę!:)

Polecam wszystkim, którzy chcą się zastanowić nieco nad relacjami z bliskimi oraz tym, którzy potrzebują jakiejś ciepłej historii na dobranoc:)