galopem-przez-zycie

czyli zawrotne tempo mojego życia

Wpisy z tagiem: recenzja

Tym razem moja potrzeba na ciepłą, wzruszającą i przepełnioną po brzegi miłością książkę została zaspokojona.

„Stokrotki w śniegu” to książka, której akcja toczy się kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Tak, zdaję sobie sprawę, że świąteczny czas już minął, ale mi jakoś specjalnie to nie przeszkadzało. To historia o mężczyźnie, który dzięki jednemu wydarzeniu w swoim życiu postanawia zmienić siebie i swoje podejście do świata. Chcąc naprawić wyrządzone szkody ludziom, zaczyna błagać ich o przebaczenie. Czasem mu się to udaje, czasem nie…

Historia opisana przez Evansa przypomina mi tę, napisaną przez Dickensa. Z tym, że ta jest unowocześniona.

Chyba nie muszę pisać jak kończy się książka. Może nie ma tu jednego wielkiego happy endu, ale książka z pewnością jest wzruszająca. Do tego stopnia, że pod koniec miałam nieco zaszklone oczy. Ale tylko trochę!:)

Polecam wszystkim, którzy chcą się zastanowić nieco nad relacjami z bliskimi oraz tym, którzy potrzebują jakiejś ciepłej historii na dobranoc:)

Biedronkowe buble

5 komentarzy

Biedronka- dużo tanich i dobrych kosmetyków.

WRONG!

Biedronka- dużo tanich i kiepskich kosmetyków.

1. Zacznę od bubla nad bublami- ZMYWACZ DO PAZNOKCI W PŁATKACH. Kupiłam go jakiś czas temu, zachęcona promocją gazetki kosmetycznej i…zmywacz ten skończył w koszu. Niestety, bo zazwyczaj staram się używać produktów do końca nawet wtedy, kiedy nie jestem zbyt szczęśliwa kiedy ich używam. Z wielu propozycji zapachowych wybrałam ten, kokosowy:

I co o nim? Płatki niemiłosiernie cieniutkie. Takie, że rozdzielanie ich zajmowało dość sporo czasu. Do tego potwornie nasączone, co byłoby bardzo pozytywne, gdyby był to faktycznie zmywacz do paznokci. Ale nie był. Ta substancja, bo tak mogę to nazwać, była tłusta. Normalnie oleista. I gdyby ten olej pozytywnie wpływał na paznokcie czy okolice paznokcia…byłoby super. Ale nie wpływał. Efekt natłuszczenia trwał za długo i był…w ogóle nie był potrzebny, bo nie robił kompletnie nic poza brudzeniem wszystkiego wkoło.

…gdyby jeszcze dobrze zmywał lakier. Ale nie zmywał. Nie poradził sobie nawet z takimi klasykami jak mój ukochany Golden Rose! Tego nie wybaczę!:)

A zapach? Sztuczny, który nic a nic nie przypominał.

2. Drugi bubel to…KREM DO RĄK. Odmładzający krem do rąk firmy BeBeauty.

Szczególnie polecany osobom z suchą, pozbawioną elastyczności skórą. Podobno też zapobiega starzeniu i wygładza. Tak przynajmniej producent pisze na opakowaniu tego produktu. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że jeżeli chodzi o kremy do rąk jestem wymagająca. A w zasadzie to moje ręce:) MUSI dobrze nawilżać i wygładzać. Ten nie robi nic, poza tym, że ma ładny jak dla mnie zapach. Druga pozytywna rzecz- nie zostawia tej tłustej powłoki po użyciu. Wchłania się dość szybko. Mimo to, obiecany efekt odmłodzenia dłoni i nawilżenia…BRAK.

3. Wspomnijmy jeszcze o….MLECZKU DO DEMAKIJAŻU!

Z tego co się orientuję jest kilka wersji tego mleczka. Ja wybrałam do skóry suchej i wrażliwej. Na opakowaniu jest napisane, że zawiera m.in olej migdałowy, który niby ma natłuszczać i wzmacniać; ekstrakt z nagietka, który działa kojąco; glicerynę, która ma działać nawilżająco. No cóż, ja wiem jedno- nie zmywa dobrze makijażu i co najgorsze- szczypie w oczy! Jak mleczko łagodzące może szczypać w oczy?! Nie rozumiem.

Jest to nowa wersja tego produktu. Stara była zupełnie dobra. Miała rzadszą konsystencję, nie szczypała i faktycznie radziła sobie nawet z tuszem wodoodpornym. Szkoda, bo wiem, że jak tylko skończę tę buteleczkę to zakupię coś innego.

Tyle na temat bubli biedronkowych. Te mnie wystarczająco zniechęciły do testowania kolejnych.

Szukałam absolutnie wściekle różowego lakieru do paznokci, żeby pasował na dzisiejsze wieczorne. Oczekiwania spełniła oczywiście firma Golden Rose. Ta firma mnie nigdy nie zawodzi. Z racji tego, że na co dzień nie używam tak intensywnych kolorów na paznokciach, zdecydowałam się na kupno małego, ale jakże ładnego i pasującego mi koloru 161 z serii Miss Selene. Oto i on:

Żeby kolor był intensywny i żywy, pomalowałam paznokcie trzema warstwami. Wysechł bardzo szybko, a efekt jest właśnie taki jaki chciałam:

Czyż nie pięknie prezentuje się z szarością?:)

Dziś nieco inaczej. Zupełnie inny temat. Całkiem nowy produkt na rynku kosmetycznym.
A mianowicie przedstawiam lakier piaskowy- Holiday Nail Color (numer 61) firmy Golden Rose.

Zacznijmy od firmy Golden Rose. Jak dla mnie jedyna słuszna firma kosmetyczna na rynku jeżeli chodzi o lakiery do paznokci. Niestety nie miałam okazji jeszcze dokładnie sprawdzić pozostałych produktów poza drobnymi np. korektor, puder. Było to niestety tak dawno, że ciężko powiedzieć mi coś więcej o produktach tego typu. A lakiery? Dla mnie bomba. Posiadam kilka(naście?) odcieni lakierów tej firmy z różnej serii- od ‚ Nail Laquuer with Protein‚ (MOJA ULUBIONA!:)) przez ‚Mini Nail Lacquer- miss selene‚, ‚Mini Nail Lacquer- Classics’, po ‚Nail Lacquer- Paris Summer Collection’.

Dlaczego lubię lakiery tej firmy?

Po pierwsze TRWAŁOŚĆ. Jestem kobietą pracującą, zmywającą, gotującą, piekącą, krojącą i wykonując te wszystkie czynności taki lakier może wytrzymać spokojnie nawet do 5 dni. To dużo, biorąc pod uwagę trwałość lakierów innych popularnych na rynku firm.

Po drugie PALETA KOLORÓW. Prawdziwy raj dla kobiet lubiących kolorowe paznokcie. Szeroki wybór odcieni, błyszczące/matowe, z brokatowymi drobinkami czy bez, faktura którą uzyskamy po nałożeniu na paznokieć- do wyboru do koloru:)

Po trzecie CENA. Zdecydowanie dobre i tanie. Czego chcieć więcej? Jakość w stosunku do ceny genialna.

Po czwarte DOSTĘPNOŚĆ. Ja nie mam z tym problemu. Mieszkam w dużym mieście i w sumie mam już swoje „upatrzone” sklepy z produktami Golden Rose, więc nie mam zastrzeżeń.

Po kolejne- WYBÓR POJEMNOŚCI- mały lakier/ większy lakier. Czyli…Golden Rose daje możliwość EKSPERYMENTÓW. Zdarza się, że mam ochotę kupić lakier w szalonym kolorze na kilka razy. I to co jest świetne- idę, kupuje mały lakier Golden Rose i po problemie. No i nie wyrzucam po kilku miesiącach z powodu nieużyteczności, a korzystam aż do całkowitego zużycia. Taka jestem- nie lubię jak się marnuje:)

Po następne- KONSYSTENCJA i ŁATWOŚĆ NAKŁADANIA. Nie mam nic do zarzucenia. Zawsze nakładam na paznokcie dwie warstwy lakieru, żeby dobrze pokryć płytkę. Konsystencja mi odpowiada. Nie jest za gęsty i za wodnisty. Dobrze się rozprowadza i w miarę szybko wysycha.

No dobrze, a teraz konkrety na temat tego konkretnego lakieru piaskowego (Holiday Nail Color).

Z okazji wesela w rodzinie na które zmuszona byłam pójść i chabrowo- kobaltowo- niebieskich dodatków do sukienki zdecydowałam się na kupno lakieru w odcieniu 61 tej serii. Dlaczego TA konkretna seria? Bo niewiele się o niej mówi. Chciałam sprawdzić. A odcień idealnie komponował się z moimi sukienkowymi dodatkami.

Zacznijmy od tego, że za lakier zapłaciłam 10,90 w promocyjnej cenie. Bez promocji kosztuje 12.90. Dotarłam do domu i zaczęło się wielkie malowanie. Cóż mogę powiedzieć…Nałożyłam pierwszą warstwę i pomyślałam- marny efekt. Po chwili spojrzałam i nie mogłam oderwać oczu! Faktura razem z wyschnięciem lakieru robiła się coraz bardziej chropowata i „piaskowa”. Po wyschnięciu drugiej warstwy paznokieć jeszcze bardziej przypominał „piaskowy”, lekko połyskiwał i co najważniejsze- był taki „inny” w dotyku, że aż trudno go było nie miziać:D

Kolejny plus- pędzelek. Golden Rose- apeluję o zmianę pędzelków na takie we wszystkich Waszych lakierach. Będzie super!

Lakier nie odpryskuje, jedyne co mu się robi, to efekt „piasku” zaczyna się ścierać delikatnie. Ale spokojnie kilka dni na paznokciach wytrzyma- bez poprawek oczywiście.

Nie rozumiem dlaczego o tej serii lakierów niewiele się mówi. Szkoda. Zdecydowanie szkoda, bo jest bardzo fajna i trwała. Jeżeli ktoś lubi nowości i „inność” swoich paznokci, a nie tylko matowość i zwykłość struktury to POLECAM! Ja w najbliższym czasie dokupię jeszcze kilka kolorków z tej serii:>

A oto prezentacja koloru i faktury:

   

Przepraszam za jakość zdjęć, ale nie posiadam najlepszego sprzętu.